Draw it

Klimt

Aside

Oh, (wo)Man!

Ja chyba też nigdy nie namaluję autoportretu. Ale Dzienniki piszę. A on, choć ich nie tworzył, razu pewnego w związku z jego nieistniejącym-autoportretem wyraził się w ten oto sposób:

„Nigdy nie namalowałem autoportretu. Jestem o wiele mniej zainteresowany mną samym jako podmiotem obrazu, niż innymi ludźmi, w szczególności kobietami…. Nic we mnie szczególnego. Jestem malarzem, który wymalowuje dzień za dniem od ranka do nocy… Ktokolwiek chce dowiedzieć się czegoś o mnie, winien dokładnie przyjrzeć się moim obrazom.”

No to się przyjrzyjmy. Wynika z nich jedno. KOBIETA. Klimta oczarowanie płcią piękną dało wyraz w płodności nie tylko na płótnie ale w życiu samym: dorobił się otóż bagatela 14 potomków.

Dama z wachlarzem to kolejny wariant owej fascynacji i też kolejny okres twórczości malarza – okres późny. Mimo, że w ostatnich latach Klimt nie przerzucił się na inny podmiot (na co tu się przerzucić?!), to styl malarski uległ poważnym zmianom. I tak, jak przedtem nie szczędził płatków złota i srebra, oraz bujnej ornamentyki, teraz zaczął używać subtelnych kolorów, jak lila, koral, łosoś czy żółty. Dzisiejszy obraz nie tylko rozlał się żółcią na płótnie, ale też jest etykietowany nazwą ‘japonizm’ – jak widać po azjatyckiej ornamentacji w tle i po garderobie panny w stylu kimono z motywem chińskiego smoka. I co biograf Klimta, Frank Whitford, nazwał ‘tyranią dekoracji’ w opisie najcenniejszego obrazu malarza „Portrait of Adele Bloch-Bauer I” (notabene, obrazu o dość tragicznej historii, odwołuję do filmu Woman in Gold 2015), to można zauważyć też i tu: malarz oddaje praktycznie każdą przestrzeń płótna ornamentyce, a tylko trochę jej pozostawia dla dłoni i górnej części ciała kobiety.

A teraz, jakby to ujął Monty Python,  „będzie z całkiem innej beczki” : gdzieś między elektronicznymi kartkami wyczytałam pewną ciekawostkę, po której Klimt, jeśli do tej pory nie był moim idolem, stał się  nim definitywnie: W związku z tym iż był  admiratorem dramatycznego efektu światła stosowanego przez niejakiego Hansa Makarta, historycznego malarza wiedeńskiego  ‘Ery Ringstrasse’ (1857-1914) i że szczęśliwie żył w jego czasach, jako student Wiedeńskiej Akademii , ponoć przekupił on jednego ze sług Makarta, by wpuścił go do studia malarza coby Klimt mógł przestudiować jego dzieła w trakcie powstawania;) Dlatego też gdybym to ja żyła w czasach Caravaggia…………………………..

***

I reckon I will never paint a self-portrait either. Though I do write Diaries. And he, though never created one, in one rare writing – “Commentary on a non-existent self-portrait”, he would admit:

“I have never painted a self-portrait. I am less interested in myself as a subject for a painting than I am in other people, above all women… There is nothing special about me. I am a painter who paints day after day from morning to night… Who ever wants to know something about me… ought to look carefully at my pictures.”

So let’s have a close look. There’s only one conclusion coming up: WOMAN. Klimt’s enchantment with women revealed itself very fertile not only on canvas, but in life itself: he succeeded in conceiving a trifle of 14 progenies.

Lady with Fan is yet another version of this fascination and simultaneously another artistic period in the painter’s life – the so-called late period.

Despite Klimt did not switch to a different subject during his final years (Hence, what finer could it be to switch to?!), his style did undergo significant changes. And so, whereas earlier he would do away with the use of gold and silver leaf, and abundant ornamentation, now he began using subtle mixtures of color, such as lilac, coral, salmon and yellow.  The painting of today is indeed a one big splash of yellow, but is additionally tagged as “Japanism” – as show Asiatic ornamentation in the background and the model’s dress in the style of a kimono imprinted with motives of a Chinese dragon. What his biographer, Frank Whitford, called “the most elaborate example of the tyranny of the decorative” when describing Klimt’s most precious masterpiece “Portrait of Adele Bloch-Bauer I” (btw., a painting of a rather tragic history, see the movie Woman in Gold 2015), is visible also in this painting: the painter gives over almost every space on the canvas to ornament, and leaves only its bit to the woman’s hands and upper body.

And now, how to put it… maybe citing Monty Python, „for something completely different”: somewhere among electronic pages I’ve read a curiosity, which made of Klimt a figure to look up to with total admiration (as if he wasn’t it before…): Since Klimt was a huge admirer of a dramatic effect of light employed by Hans Makart, a famous Viennese historical painter of the ‘Ringstrasse Era’ (1857-1914), and was lucky enough to live in his times, still as a student of Vienna Academy, Klimt allegedly bribed one of Makart’s servants to let him into the painter’s studio so that Klimt might study the works in progress;) …if only I lived in Caravaggio’s times…………………………..

 

Advertisements

Nuda Veritas: “podobać się wielu jest złe”

Obiecałam sobie kiedyś, że go namaluję, że go przerobię umysłem, rękami, pędzlami na płótnie, że dogrzebię się do samego środka zamiast tylko podziwiać powierzchnię. A na powierzchni jest co podziwiać. Wprawdzie to nie Pocałunek został sprzedany za najwyższą swego czasu cenę 135 mln USD, a klimtowska Złota Adela. Jednak to Pocałunek jest bardziej znany, znany, bo bardziej intrygujący.

Sam Klimt pierwsze doświadczenia malarskie zdobywał obmalowując ściany i sufity budynków publicznych przy wiedeńskiej Ringstraße. Owym sposobem w 1888 ‘wymalował’ sobie Złoty Order Zasług od Cesarza Austrii Józefa I, co już na wstępie nie pozwoliło mu pędzić klasycznego żywota malarzy według zasady ‘bieda za życia – laury po śmierci.’

I czyż nie pomyślałam wzorem wybitnych, że na ASP nie pójdę, jeśli mają mi tam stłamsić artystyczno-wolnościowe zapędy, skoro taki Klimt, może właśnie dlatego, że otrzymał stricte akademickie wykształcenie, wyłamał się z konwencji zakładając w 1897 w Wiedniu Stowarzyszenie Artystów Austriackich, tzw. Secesję wiedeńską? Malarz stał się głównym inicjatorem zachodzących na koniec wieku przemian, i choć nie zdeklarował konkretnego manifestu stowarzyszenia, a w jego szrankach współdziałali przedstawiciele różnych trendów artystycznych, od naturalistów po symbolistów, celem nadrzędnym było promowanie niekonwencjonalnych młodych artystów. Chodziło o wyłamanie się (lat. secessus) z konwencji, i zrobienie czegoś ‘inaczej’ niż dotychczas. ‘Inaczej’ dla Secesji znaczyło zastosowanie płynnych, falistych linii, bujnej ornamentyki często inspirowanej sztuką japońską, i linearyzmu.

I być może jedynym powodem, dla którego nie irytuje mnie tak dobitny u Klimt’a linearyzm właśnie, a wręcz nawet zachwyca, jest jego zastosowanie złota w płatkach (mając ojca złotnika-grawera nietrudno się było dziwić) tak powszechne, iż zaowocowało nazwaniem całego okresu w życiu artysty ‘okresem złotym.’ Nietrudno też dziwić się sukmanom malowanym na kształt bizantyjskich mozaik, bo tych naoglądał się w Wenecji i Ravennie. I tylko twarze wynurzające się spod bogato zdobionych ciężkich sukien, jakby z pozłacanej blachy, zdają się być jedynymi wymalowanymi naprawdę, na kształt ikonografii średniowiecznej. W obliczu przytłaczającej swą dekoracyjnością świetlistej oprawy, te twarze są lekkie, prawie przezroczyste, eteryczne jak te u Prerafaelitów.

Z ‘okresu złotego’ wywodzi się Pocałunek (1907). Poprzez zawiły splot rodzinnych wydarzeń w 1891 Klimt kuma się z Emilie Flöge, by od tej pory uwieczniać ją na wielu swych obrazach. Niektórzy twierdzą, że Pocałunek  to zobrazowanie Klimta i Emilie jako kochanków. Mimo wielu skoków w bok samego artysty, mimo toczących się polemik czy był ich związek kiedykolwiek skonsumowany czy też nie, pewnym jest, że to była miłość jego życia. Gdy w 1918 roku umiera na udar, ostatnimi wypowiedzianymi przez niego słowy będą zaiste: „wołajcie Emilie”.

Nie bez przyczyny na plan pierwszy twórczości Klimt’a wysuwa się kobiece ciało, a co za tym idzie, erotyzm. I choć krytycy dzielą jego twórczość na 5 okresów (alegoryczny, erotyczno-symboliczny, pejzaże, mitologiczno-biblijny i portrety) wszystko można by z powodzeniem wrzucić do jednego worka: erotycznego symbolizmu 🙂

Obrazy artysty są zatem wyrazem nieograniczonej swobody twórczej, także a może przede wszystkim w dziedzinie erotyzmu. A to z kolei przełożyło się na prowokację. Dzieła takie jak Filozofia, Medycyna i Prawodawstwo (zlecone Klimtowi do dekoracji hallu głównego uniwersytetu), zakwestionowane ze względu na treści pornograficzne, zostały zniszczone przez oddziały SS w 1945. Zniszczeniu nie uległo natomiast dzieło Nuda Veritas, które w dosłownym znaczeniu obrazuje Nagą Prawdę o naturze Klimt’a i jego sztuce, stając się niejako symbolem jego twórczości. Jak widać, od malarzy mogę uczyć się nie tylko warsztatu, ale też prawd życiowych. Do Klimta poszłabym nie tyle po lekcję wychowania seksualnego, co po cytat z Schiller’a zamieszczony właśnie pod Nuda Veritas: „Nie możesz zadowolić wszystkich swoimi uczynkami i kunsztem. Schlebiaj nielicznym. Podobać się wielu jest złe.”

No więc jeśli się komuś nie podoba… 🙂

***

Once upon a time I promised myself, that I would get to know him inside out, I would paint him, with my hands, with brushes against canvas, I would dig into the very core of it instead of just admiring the surface. Thus the surface is indeed something to admire. Though it wasn’t the Kiss that had been sold for the biggest prize (that time) of $ 135 mln, but the Golden Adele. Yet, the Kiss is the one more famous and intriguing.

Klimt himself acquired his first artistic experience by painting interior murals and ceilings in large public buildings on the Vienna Ringstraße. In effect, in 1888 he ‘drew’ himself toward the Golden Order of Merit from Emperor Franz Josef I of Austria; and therefore, was forever rescued from ending up in a classical way a painter would, i.e. poor during lifetime – affluent after death.

Didn’t I think it through the way the giants did before me, that studying Fine Arts was not worthy crashing my artistically liberal aesthetics by rigid academism, if such Klimt had rebelled himself against the ruling artistic convention and in 1897 created the Union of Austrian Artists, i.e. Vienna Secession? The artist became the initiator of the changes arising at the fin-de-siècle, though he declared no manifesto, and the union grouped no particular styles’ representatives, ranging from Naturalists to Symbolists. The crucial goal was to promote unconventional young artists and the supreme aim was to secede ((lat. secessus) from convention, and to create something ‘different’. That ‘different’ in Secession understanding meant introducing delicately curved lines, abundant ornamentation often inspired by Japanese art, and linearity of the drawing.

It might be, that the only reason I don’t get irritated by that omniscient linearity of Klimt, which is rather astonishing indeed, is his usage of the gold leaf (no surprise if one had a gold engraver as a father) so frequent that one of his creative phases was even named ‘Golden’. No surprise either that the robes of the personas on his paintings evoke the image of Byzantine mosaics, as he spotted them on his trips to Venice and Ravenna. And only the faces lurking from the richly ornamented heavy tunics, as if adorned steel, seem to be truly painted, as it had been with the Middle Ages’ icons. Clashed with a disturbingly beaming background, these faces are airy, almost transparent, ethereal like those on the Pre-Raphaelites’ paintings.

‘Golden Phase’ is where the Kiss (1907) comes from. In 1891 by some complicated plot of familial incidents Klimt becomes very close with Emilie Flöge. From then on he will portray her frequently in his paintings. Some believe that the Kiss is the artist’s depiction of his relationship with Emilie, whether he had other affairs in the meantime or not, and was there any sexual binding between them or not (it’s still debated). In truth though, she was the love of his life. When he dies from a stroke in 1918 the last words he utters are believed to be: “Get Emilie”.

Not without a reason is the woman’s body central to Klimt’s art, which consequently unveils the prevailing erotic side of it. Hence, despite dividing his artistic work into 5 main periods: allegorical, erotic-symbolist, landscapes, mythical / biblical, and portraits, we could put all of them into one and the same pot named erotic symbolism:)

His work is therefore a testimony to the unrestricted artistic creativity, especially when the erotic sphere is considered. This, in a row, brought controversy. Such masterpieces like Philosophy, Medicine, and Jurisprudence (commissioned Klimt to decorate the Great Hall of the University of Vienna) rejected for their pornographic connotations, where eventually destroyed by SS in 1945. What has not yet been destroyed though is Nuda Veritas (1899) which literally uncovers the ‘Naked Truth’ on Klimt and on the nature of his art, and so, becomes  a symbol of his artistic creation. Apparently, it’s not only the workshop I can learn from my idol-painters, but also some worldly wisdom. Maybe it wouldn’t be classes on sex education I would want from Klimt, but I will try to take to heart his quotation of Schiller inscribed on Nuda Veritas:  “If you cannot please everyone with your deeds and your art, please only a few. To please many is bad.”

So if someone does not feel pleased… 🙂