Draw it

Archive for June, 2015

Booooooring. Nudny ten klasycyzm…

Dziś będzie krótko i węzłowato, bo facet był Austriakiem, i większość źródeł jest pisanych w jakże dźwięcznym języku jego kraju, to mi się chyba nie chce…*

Facet przybrał sobie przydomek Giuseppe Grassi, które to imię wklepane w Google nie przytacza żadnych wyników związanych z malarstwem! Tu trzeba sposobu! Bo on tak po prawdzie to był Josef, a nie Giuseppe. Giuseppe chyba tylko z tego powodu, iż swego czasu przebywał był mocno w słonecznej Italii. Okazuje się, że Giuseppe jak Giuseppe, może i przybrane, ale już Grassi to prawowite, a bo i po ojcu, który pochodził z Udine (notabene, z obserwacji wnioskuję, iż wielu niemieckojęzycznych obywateli ma w linii ojcowskiej włoskie korzenie. I tylko dlaczego nie zostali przy języku ojców?!)

Przemierzając krótki wpis biograficzny uzmysłowiłam sobie, jaki on mi bliski: też się wkurzył co nieco na (wiedeńską) akademię i wymachując im palcem -„to ja Wam pokażę! Skończę studia na obczyźnie”- wyemigrował. Nie do Mediolanu co prawda, a do Warszawy. To tu spotkał go sukces, którego się może nawet nie spodziewał, tak jak i może nie spodziewał się, że przedmiot jednego z jego najsłynniejszych obrazów stanie na czele jednego z najważniejszych polskich powstań (Insurekcji Kościuszkowskiej 1794) W 1799 został profesorem w Drezdeńskiej Akademii Sztuk Pięknych, w tym też czasie bawił w Rzymie  jako członek Akademii San Luki 1808 – 1810. Sześć lat później objął dyrekturę Studiów dla Artystów Saksońskich we Włoszech, lecz nie na długo, gdyż po piętach już mu deptali Nazareńczycy – nowy ruch malarski, który , poobrażany na nudny Neoklasycyzm, domagał się od sztuki większej duchowości, powrotu do szczerości a nie powierzchownej wirtuozerii klasycyzmu, inspirację czerpiąc z Wieków Średnich czy Renesansu. Z prestiżowego stołka sturlał się Grassi więc dość szybko w otchłań ignorancji, szczególnie jeśli do u.ranej śmierci lubował się konserwatywnie czysto akademickim stylem klasycystycznym. Co nie przeszkodziło mu umrzeć opływając w złoto, więc jeśli już nie wyróżnił się niczym niezwykłym wśród rzeszy malarzy, to w tym był unikatowy – osiągnąć sławę i bogactwo za życia w tej profesji graniczy z cudem. Nuuuuuudaaaaaaa.

* A jednak: zmusiłam się i spojrzałam w niemieckie źródła: okazuje się ze przez 10 lat mieszkał drzwi w drzwi z Mozart’em którego to portret, obok szeregu polskich znamienitości) też wymalował. Ten tu to niejaki gen. Walerian Zubow – w outficie orderu Św. Jerzego – najwyższe rangą odznaczenie wojskowe Rosji, z jego historii mnie osobiście zainteresował fakt, że brał udział w kampanii przeciwko Polsce, ale kto w Rosji właściwie nie brał? Za to stracił nogę! Ciśnie mi się więc na usta: „oliwa sprawiedliwa…” Tym razem reprodukcję nietrudno dojrzeć. Głowy udostępnił Enea. Kielich udostępniłam ja!;)

***

Today’s gonna be short and sweet, for the guy was and Austrian, and so the majority of sources are displayed in such a vibrant language of his country that I think I’ll quit…*

The guy took on a pseudo Giuseppe Grassi, a name which typed into Google does not bring any painter-related results. There is a catch though! For in truth his real name was Josef, and not Giuseppe. He would call himself Giuseppe only because for a while he would reside under the Italian sun. Let’s leave alone Giuseppe being a pseudo! Thus, Grassi was indeed his real surname, as his father came from Udine (by the way, as far as I have observed, many German speaking citizens are of an Italian background within a father line. Why don’t they stick to their ancestors’ language for God’s sake!?)

Going through the painter’s short biographical note I realized how close he was to me: He also got pissed off at the (Vienna) academy and brandishing with a finger in the air –„You will see me! You will see me graduating from a foreign university” – he would emigrate. Not to Milan though, yet to Warsaw. There, he wouldn’t even suspect the success coming, as he wouldn’t apparently  that the object of one of his most famous paintings would lead one of the most important Polish uprisings (Kościuszko Uprising 1794). He was appointed a Professor at the Dresden Academy of Fine Arts in 1799, around that time he would also hang out in Rome as a member of the Accademia di San Luca. Six years later he became a Director of Studies for Saxon Artists in Italy, not for long though, as a new artistic movement – Nazarene – was breathing down his neck. These new painters were pulling faces at a boring Neoclassicism; what they demanded from art were spiritual values and return to honesty instead of superficial virtuosity of Classicism, as such seeking inspiration in late Middle Ages and Renaissance. So down he racketed from the prestigious position to the abyss of ignorance, especially by prosaic settling into academic classicist style until „death did them apart”. It wouldn’t impede him however to die a wealthy man, so should he not be distinguished with any particular talent from the bunch of other painters, in this laid his uniqueness – to become famous and rich as a painter while still alive and kicking is rather miraculous. Booooooring.

* And yet I forced myself and peeked at some German sources: it appears that for 10 years Grassi lived door to door with Mozart whose portrait, among those of Polish VIPs, he also painted. This one above depicts general Valerian Zubov in an outfit of the Order of St. George – the highest military decoration of Russia. There’s only one fact about his life history that I should pay attention to: he was involved in a military company against Poland, but in the end who in Russia didn’t? He lost his leg in return! A nice saying craves to pop out my mouth: „Truth and oil are ever above”. This time it won’t be difficult to guess which is the reproduction. The head was provided by Enea. I supplied the cup!:)

Advertisements