Draw it

Archive for April, 2014

Zwalczyć śmierć odciskiem palca

Wczytując się w jeden wywiad Beksińskiego i jego odpowiedź na temat jego rzekomej izolacji w sanockim grajdołku, w końcu zrozumiałam co chciał wyrazić poprzez wbicie gwoździa w środek podłogi swego domu na znak: ”O, tu jest środek kuli ziemskiej… To Warszawa jest oddalona od tego gwoździa, a nie Sanok.”

Bo co to właściwie znaczy oddalony od centrum świata? Gdzie właściwie jest to centrum świata, i czy takowe istnieje absolutnie? Beksiński zarzucał Polakom, że “żyją w poczuciu oddalenia od czegoś, co jest gdzieś, skąd nas powinni dostrzec i pochwalić lub uznać za swoich.” A gdyby tak każdy, pilnując własnego nosa, stworzył sobie własne centrum świata tam, gdzie akurat stoi? Gdyby tak wszyscy przestali oglądać się na innych, i dali sobie prawo do własnej tożsamości? Stali by się zaiste pępkami świata, ale swojego własnego. „Środek Świata jest tam, gdzie sam siedzę i nie jest to zaściankowość, izolacjonizm, ksenofobia, lecz poczucie własnej jedyności i autentyczności. Coś podobnego pisał Gombrowicz…”

Żył i malował po swojemu, a właściwie ‘dla siebie’, w nosie mając przyprawiane mu przez obcych facetów gęby (by zaciągnąć trochę Gombrowiczem) i ich opinie, bo, jak twierdził, on jeden najlepiej wiedział, kiedy i co “spartaczył” w obrazie. [Bogiem a prawdą, to co uznałby za spartaczenie Beksiński, dla większości artystów byłoby zapewne niemożliwym do pojęcia ich abstrakcyjnym rozumem, o odwzorowaniu na płótnie nie wspominając.]

Pytany o inspiracje, deprymował się – przecież nigdy nie wyściubił nosa w ich poszukiwaniu, nie tyle ze swego grajdołka nawet, co z Polski także. Twierdził, iż z faktu, że sam maluje, nie musi wynikać zainteresowanie dla zagadnień estetycznych, tłumacząc to metaforą o człowieku, który wpadł do morza i musi pływać,choć to wcale nie znaczy, że staje się miłośnikiem stylów pływania. „Pływa po prostu, by nie utonąć — zresztą i tak utonie.”

W malowaniu upatrywał przyczynę i cel swej egzystencji. Przyczyna ginie w mrokach wczesnego dzieciństwa, jest niedającym się przeanalizować pociągiem do rysunku który z czasem przeistoczył się w niczym niezastępowalną potrzebę tworzenia. Cel określał natomiast jako „beznadziejny” – malowanie jest “jedynym dostępnym sposobem by zwalczyć śmierć i zostać pod postacią obrazów.”

Obraz jest wyrazem unikalnej tożsamości artysty – jego niepowtarzalnym odciskiem palca w dziejach historii (a przynajmniej historii sztuki). Dlatego też, marzeniem Beksińskiego była rozpoznawalność – jakaś cecha wspólna, jednolity styl, sposób widzenia czy położenia farby we wszystkich jego dziełach –  „tak aby za pierwszym spojrzeniem można było powiedzieć, że to zrobił Beksiński.”

Do samych odcisków palca podchodził z przymrużeniem oka, mówiąc: „nie oznacza to rzecz jasna, iż z każdym, kto zostawia po sobie odciski palców, spędziłbym chętnie roczny urlop na bezludnej wyspie, czasami pięciominutowe spotkanie w tramwaju mo­głoby być już zbyt męczące, niemniej podobne wartościowanie ma już charakter wyłącznie towarzyski.”

Był Beksiński właścicielem tych odcisków, z którymi wytrzymalibyśmy dłużej niż towarzyskie 5 minut przy kawie [bądź sztaludze]? Pozostawiam do własnego osądu. Jednocześnie, bez cienia wątpliwości i zbędnych pytań o opinię, jedno jest pewne: „To zrobił Beksiński”:

***

At the lecture of one of Beksiński’s interviews and his answer on his alleged isolation in Sanok – ‘a one horse town,’ I finally figured it out, what he meant by fixing a nail in the center of the floor in his apartment: „Yes, here is the center of the Earth… It’s Warsaw, not Sanok, miles away from this nail here”.

For what does it exactly mean ‘being away from the center of the world’? Where is this center exactly? Does it even exist absolutely? Beksiński would criticize Poles for “living in a conviction of being away from something, which is somewhere, from where we should be noticed or accepted us fellows.” And what if each person, minding one’s own business, created one’s own center of the world where one actually happens to stand with his two feet? What if everybody stopped bothering what everybody else has got to say, and gave oneself the right to one’s own identity? They would indeed become hubs of the universe, yet it would be a universe of their own. „The center of the world is where I sit. It ain’t localism, isolationism, or xenophobia; but rather a sense of a personal uniqueness and authenticity. Already Gombrowicz wrote something of that kind…”

He lived and painted as he wished, or better, to his own delight, not giving a darn thing about other chaps’ dressing him up with mugs (to use Gombrowicz’s jargon), or about their opinions, for, he alone knew best when and what he had messed up in a painting. [To tell the truth, what he would call ‘messing up’ the majority of artists would not even dare to imagine within their abstract minds, not to mention reflecting it on the canvas.]

Asked for inspirations he would pout – as in order to search for them, he never stuck his nose out from, not only that ‘one horse town’ of his, but from Poland on the whole. He believed that the single fact of him painting does not necessarily mean he should be interested in aesthetics in general. He would compare it to a man who fell into the sea and had to start swimming, which does not necessarily mean he should become a fan of different swimming styles right away. „He swims just not to drown – which will happen anyhow”.

In the act of painting he saw both, the reason and goal of his existence. The reason blurred in the darkness of his early childhood was an unexplainable craving to draw, which with time became a need to create insatiable with anything else. The goal, on the other hand, was something he would call ‘hopeless’ – for the act of painting is the only accessible way to conquer death and to stay alive by means of masterpieces.

The painting is an expression of an artist’s unique identity – his unrepeatable fingerprint in the history (at least in the history of art). This is why, one of Beksiński’s dreams was recognizability – some common characteristic, a uniform stile, or a way of perceiving or applying paint iqual to all of his paintings, so that „at first sight it is possible to say <<It’s Beksiński’s>>”.

As for the fingerprints themselves, he would take the concept with a pinch of salt by saying: „it does not mean obviously, that I would eagerly spend a year-vacation on a desert island with every man who leaves a fingerprint in history. 5-minute encounter in a street car sometimes wears you out too much, nevertheless similar perception is yet of an exclusively social character.”

Thus, was Beksiński the owner of those fingerprints which we could bear for more than the conversational 5 minutes at a coffee [or an easel]? I leave it to your discretion. At the same time, without a shadow of a doubt or useless opinion-asking, one thing is certain: „This is Beksiński’s”: