Draw it

Archive for April, 2013

‘Między naturę a papier nie ingeruję. Eliminuję talent.’

Nie będę pisać o talencie Rodin’a, wystarczy jego nazwisko wpisać w Google Images. Jego kunszt ujmę jednogłośnie: Tym czym Caravaggio jest dla malarstwa, tym Rodin jest dla rzeźby. Nie da się o ludzkim ciele ‘wymowniej’ a bez słów.

Ta wymowność przyszła z Włoch. To tam wyrobił sobie gusto co do męskich torsów, zachłysnął ich lekkością, gracją właściwie. Niczym impresjoniści, zbuntował się wobec Akademii, klasyczną posągowość ‘wprawiając w ruch’, często nie kończąc dzieł. Na wzór hołubionego Michelangelo, chciał w wyrzeźbionym drganiu mięśni oddać wewnętrzne emocje swoich modeli. Pobrużdżona powierzchnia jego rzeźb dawała pole do popisu grze światło-cienia, i za to przyszywano mu łatkę ‘impresjonista;’ ale też temu wizerunkowi się wymykał, bo na wzór francuskich romantyków wagę przywiązywał nie tylko do estetyki, ale też do literackich mitycznych treści swoich przedstawień.

Steichen's Rodin&ThinkerJako rzeźbiarz na salony wjechał w 1876 dziełem Wiek brązu. Wjechał z przytupem, gdyż od razu znalazł się na językach, kiedy podczas wystawy w Brukseli w 1877 roku zarzucono mu, że belgijskiego żołnierza Auguste Neyt’a, pozującego do owej rzeźby, odlał z gipsu. Oczywiście tak robią zazdrośnicy, dla których niepojętym było z tak anatomiczną precyzją wyrzeźbić ludzkie ciało. No cóż, nie wiedzieli, co to talent Rodin’a; nic dziwnego – w 1877 nie mogli go sobie graficznie wygooglać. Zatem nauczony tym przykładem, do swej następnej rzeźby, Świętego Jana Chrzciciela, artysta zastosował mniejszą skalę, tak, by nie pozostawić złudzeń, iż była rzeźbiona ręcznie, a nie odlewana żywo od pełnowymiarowego człowieka. Epokę brązu, a właściwie rok 1877 uznaje się za narodziny nowoczesnej rzeźby. Przez ‘nowoczesność’ rozumiem ‘nie-posągowość’, a raczej ‘nie-tylko-posągowość’! Rodin potrafił ‘poruszyć’ martwy kamień widocznie pulsującym ruchem mięśni. Ponadto był zafiksowany na ciele kobiecym, stąd tak wiele w jego rzeźbach sensualności i erotyzmu. Tak powstał cykl nieszczęśliwie ‘pogiętych’ kobiecych postaci, skazanych na wieczne cierpienie za swe przyziemne grzechy. I tak w 1885 narodziła się Danaida* (AKA Wiosna).

“Danaida”

W pierwotnym zamyśle rzeźba miała być częścią potężnego dzieła, Bramy Piekieł wg „Piekła” Boskiej Komedii Dantego, nad którym Rodin spędził 37 lat swojego życia (trochę się przeliczył w stosunku do planowanych pięciu). Ostatecznie Danaida nie stała się jednym ze 180 amalgamatów, i dobrze – w ten sposób można docenić jej ‘osobnicze’ piękno. Czy to ciało Camille Claudel, pozującej artyście, było tak doskonałe, że dało się wykuć w marmurze z taką wiernością? Czy odwrotnie, to ręka Rodin’a tak doskonale prowadziła dłuto, że była się Camille w nim na amen zakochała (a przynajmniej na 13 kolejnych lat)? Etymologicznie rzecz biorąc, Rodin postanowił przekłuć w kamień grecki mit o córkach Danaosa, skazanych za zabicie swych mężów w noc poślubną na wieczne wypełnianie wodą dziurawych naczyń, by ukazać istotę kompleksu Danaidy: jej rozpacz, kiedy zdaje sobie sprawę z absurdu i bezcelowości wykonywanej przez nią czynności. Szlochając z wyczerpania, chowa głowę w ramionach, a jej gęste włosy zlewają się w jedno z wodą sączącą się z przewróconego naczynia, tak jak cała jej postać wtapia się w kamienny fundament. Niemiecki poeta, Rainer Maria Rilke, który za cel obrał sobie ‘tłumaczenie’ dzieł rzeźbiarza na język pisany, wielbi Danaidę za przestrzenne ułożenie postaci: „jak wspaniałym jest posuwać się wolno w około tego kawałka marmuru, śledząc długą drogę, od pełnego, kobiecego łuku pleców do twarzy zatraconej w kamieniu, niczym w głębokim łkaniu.”

To w nieomylnej znajomości anatomii ludzkiego ciała odnalazł Rodin kwintesencję swojego artyzmu. Nie chodziło o wielką ideę, tylko o świadome uchwycenie krótkiego momentu i jego realizację w rękodziele. Ów talent, którego zdefiniowanie tak ciężko przychodzi wielkim artystom, skromnie ujął frazą:

Jestem posłuszny naturze, nigdy nie staram się nią rządzić. Jedyną moją ambicją jest być jej poddańczo wiernym. Wiem, dlaczego moje szkice mają w sobie tyle intensywności; bo nie ingeruję. Między naturą a papierem, wyeliminowałem talent. Nie myślę. Po prostu daję się ponieść.

* bardziej beznadziejnego opisu Danaidy Rodin’a niż ten na promethidion.eu nie widziałam. Zachęcam jedynie w celach poznawczych grafomanii:)

***

I won’t be writing about Rodin’s talent, it’s enough to put his name in Google Images. I will univocally encapsulate his skill by this: what Caravaggio is for painting, Rodin is for sculpture. You cannot be more speechlessly eloquent on human body than that.

This eloquence came from a trip to Italy. This is where his gusto for torsos, his admiration for lightness and grace of carvings all stem from. Like impressionists, he boycotted the Academy, and made classical monumentality move. Following an example of his artistic guru, Michelangelo, he wanted to show inner emotions of his models through muscular movement. Thus, rough surface of his sculptures catches the subtle play of light-and-shadow, and as such had him pigeonholed as an ‘Impressionist’. Yet, he sneaked out of such classification by paying attention not only to the aesthetics of his works, but, following French romantics, also to their literary mythological connotations.

He first stepped onto the red carpet of the artistic field in 1876 with his work The Age of Bronze. It was rather a ‘roaring’ step, as it brought quite an uproar during 1877’ exhibition in Brussels. He was accused of taking a cast of his model, a Belgian soldier, Auguste Neyt. This is how envious men usually act , when they cannot imagine one is able to carve a human body with such an anatomic precision. Well, those people didn’t get to know Rodin’s talent, as in 1877 they didn’t know yet how to google it:) Having learned his lesson, he produces his next sculpture, St. John the Baptist Preaching, on a smaller scale, so that there was no question about this work being cast straight from a model. The Age of Bronze, or rather, the year 1877 has been acclaimed the birth of modern sculpture. By ‘modern’ I mean ‘non-monumentality’, or better, ‘not-solely-monumentality’! Rodin had the capacity of ‘animating’ a still stone with visibly pulsing muscles. He was thoroughly inspired by the female body, which is why many of his pieces beam with sensuality and eroticism. And so, much space within his artistic activity is given to the theme of unhappily ‘contracted’ female positions, condemned to eternal suffering for their earthly sins. Such is the beginning of Danaide (AKA Spring, 1885).

“Danaide”

It was originally modeled for a bigger masterpiece, The Gates of Hell, based on Dante’s “Inferno” from Devine Comedy, which took 37 years of his life to create (quite a miscalculation as per the 5 years estimated). At last, Danaide didn’t become one of the 180 compounds, and be it! – as such we are able to appreciate its ‘distinctive’ beauty. Was it Camille Claudel’s body so perfect, that happened to be carved in the marble with such fidelity? Or rather, was it rather Rodin’s hand to lead the chisel so ideally, which made Camille fall in love till death do us apart (or at least for another 13 years)? Etymologically speaking, Rodin decided to make a Greek myth into stone. Yet, instead of portraying Danaus daughters, condemned to never-ending filling up of the perforated barrel for the act of killing their husbands on their wedding night, the artist depicts the essence of Danaide’s cause: her despair as she realizes the pointlessness and absurdity of her task. Weeping with exhaustion, she puts her head in her arms, while her thick hair merges with the water from the overturned vase; likewise, her whole body seems to fuse with the block of stone. A German poet, Rainer Maria Rilke, who sought to translate the sculptor’s creations into writing, praises Danaide for its spatial presence: “it is wonderful to pass slowly round this marble, to follow the long, long way which passes from the full, rich curve of the back to the face losing itself in the stone as if in a great weeping.”

It was in the infallible knowledge of the human body where Rodin truly discovered the fundamental element of his art. His art was not built upon a great idea, but upon a minute, conscientious realization, upon the attainable, upon a craft. That talent, the definition of which is so difficult to admit for great artists, Rodin modestly encapsulated in saying:

I obey Nature in everything, and I never pretend to command her. My only ambition is to be servilely faithful to her. And I know why my drawings have this intensity: it’s because I do not intervene. Between nature and paper, I eliminated talent. I do not reason. I simply let myself go.